Mit o bolących rękach podczas nauki pływania na wing foilu

W naszej szkole spotykaliśmy się z wieloma pytaniami dot. wing foila, ale jedno zagadnienie przewijało się praktycznie podczas każdej rozmowy z osobami zainteresowanymi tym sportem. Mowa o pytaniach dotyczących zmęczonych rąk. Min. czy muszę robić jakieś specjalne ćwiczenia na dłonie, przedramiona, ramiona i barki, by móc zacząć naukę na wingsurfingu? Ile czasu da się pływać z rękami w górze? Czy od pływania na wingu nie bolą ręce? Postanowiliśmy odpowiedzieć na te pytania, aby raz na zawsze rozwiać Wasze wątpliwości :).

Po pierwsze to wiatr unosi winga, a my tylko nim sterujemy. Nie jest tak, że trzeba winga przytrzymywać w górze siłą naszych mięśni. Zdecydowaną większość pracy wykonuje za nas wiatr – my tylko operujemy wingiem. Ręce męczymy wtedy, kiedy wiatr jest zbyt słaby, by utrzymywać winga w powietrzu. Dzieje się tak gdy siła wiatru jest mniejsza, niż 8 węzłów, wtedy nie ma większego sensu wychodzić na wingfoila. 
Podobnie zbyt mocno eksploatujemy ręce, jeśli pływamy w ekstremalnych warunkach i mamy niedostosowaną wielkość winga do siły wiatru. Wtedy również nasze ręce zamiast współpracować z wiatrem, walczą o utrzymanie winga i jakąkolwiek kontrolę.

Podczas nauki, już na początku można się przekonać, że trzymanie winga jedną ręką jest możliwe. Zapewniamy, że nie wymaga to dużej siły, a bardziej techniki i wyczucia wiatru.
Doskonałym dowodem na to jest przykład kilku naszych kursantek, które zaczynały przygodę z wingfoilem. Nie były one w stanie zrobić ani jednej klasycznej „pompki”, ani jednego podciągnięcia na drążku, a w operowaniu wingiem radziły sobie znakomicie. Co więcej, mając porównanie z windsurfingiem i kitesurfingiem, stwierdzały, że operowanie wingiem jest o niebo łatwiejsze. 

Obawa, że ciągłe trzymanie rąk w górze (wysoko, nad głową), w trakcie pływania na wingu, może doprowadzać do ich ,,omdlenia”. Od razu obalamy ten mit! Pływając na wingfoilu, (a dokładniej – sterując wingiem) ręce są zwykle pod kątem od 30 do 90 stopni względem osi pionowej ciała (przyjmując, że 0 stopni to ręce wyprostowane wzdłuż ciała nad głową). Dość rzadko, a na pewno nie ciągle, ręce są trzymane nad głową, idealnie w osi pionowej ciała. Dzieje się to, gdy na przykład chcemy podnieść winga i rozejrzeć się dookoła lub podczas zwrotu na wiatr, ale to są krótkie momenty. Ponadto, ręce podczas płynięcia cały czas wykonują ruch – sterują, zmieniają choćby minimalnie pozycję w płaszczyźnie pionowej i poziomej (na rączkach na bomie). Zmienia się także ciągle siła wybrania tylną ręka winga. Stąd omdlenie rąk trzymanych ciągle w górze i w jednej pozycji jest praktycznie niemożliwe, gdyż ciągle nimi pracujemy.

Kolejnym powodem pojawienia się pytania dotyczacego zmęczenia rąk jest zapewne trapez. Osoby, które pływają na windsurfingu, nie wyobrażają sobie pływania bez trapezu, gdyż przeciążenie na rękach przy 15-20 węzłach nie pozwoliłoby na pływanie dłuższe, niż kilkanaście minut. Podobnie na kitesurfingu – pływanie bez trapezu jest praktycznie niemożliwe. 

Jak to jest w przypadku winga? Oczywiście, niektórzy producenci przewidzieli używanie linki trapezowej mocowanej do winga w specjalnie do tego przygotowanym miejscu. Linka jest mocowana w środku ożeglowania danego winga. Pojawiły się też specjalne trapezy do wingfoila. Jednak przeciążenia rąk na wingu są nieporównywalnie mniejsze niż na windsurfingu, czy kitesurfingu. Możemy pozwolić sobie na swobodne pływanie bez trapezu nawet, gdy wieje około 25 węzłów. Dlaczego tak się dzieje? Podczas sterowania wingiem, możemy bardzo łatwo zmniejszać generowaną na nim moc, a kiedy sytuacja robi się już naprawdę niebezpieczna – zredukować ją w ułamku sekundy do zera. Wystarczy, że zmniejszymy wybranie winga tylną ręką i momentalnie ograniczamy siłę jaką on wyzwala. Dodatkowo wingi nie mają dużej powierzchni: od 2 do 8 m2, dzięki czemu możemy je bardzo precyzyjnie dobrać do panujących warunków wiatrowych. Posiadają bardzo duży zakres wiatrowy (np. od 10 do 20 węzłów), co świadczy o ich dużej uniwersalności i radzeniu sobie zarówno z wiatrem umiarkowanym, jak również tym silniejszym, bez generowania ekstremalnych przeciążeń dla rąk. 

Kolejny mit dotyczy specjalnego przygotowania i treningu rąk, dedykowanego osobom chcącym rozpocząć naukę na wingfoilu. Zapewniamy, że nie jest konieczne specjalne przygotowanie, czy dedykowany trening pod wingfoila. Oczywiście nie polecamy „wstać od biurka” i od razu zaczynać przygody z wingfoilem. Ta zasada dotyczy praktycznie każdego sportu, również w wydaniu rekreacyjnym.
Początek nauki będzie dla każdego o wiele przyjemniejszy i lżejszy, jeśli przynajmniej 2-3 razy w tygodniu wykonujemy jakąkolwiek sportową aktywność. Jeśli w tej aktywności pracujemy rękami – super, jeśli jednak nie, to nic nie szkodzi, bo i tak większość pracy wykonuje za nas wiatr. 

Mamy nadzieję, że udało nam się obalić mit dotyczący bolących rąk, podczas pływania na wingfoilu. Wiatr jest naszym nieocenionym sprzymierzeńcem w tym sporcie, a dobrze dobrany sprzęt pozwala super na przyjemną aktywność. Należy podczas nauki na wingfoilu, zyskać technikę, by odpowiednio wykorzystywać potencjał wiatru i sprzętu.

Jeśli chcesz porozmawiać o swoich wingfoil’owych doświadczeniach, zapytać czy wingfoil jest dla Ciebie lub jeśli masz pytania na temat doboru sprzętu – śmiało pisz na [email protected] lub dzwoń tel. +48505109449
Doradzimy na temat szkoleń, pomożemy w zakupie sprzętu i uzyskamy dla Ciebie najlepszą możliwą cenę. 

Do zobaczenia w lewitacji na wingfoilu :)!

Wróć